Oklaski podczas mszy świętej dla nowożeńców po przysiędze małżeńskiej – rak czy rak?

Często przytaczana wypowiedź Papieża Benedykta XVI:
„Jeśli w liturgii oklaskuje się ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, iż całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki. Atrakcyjność taka nie trwa długo; na rynku ofert spędzania wolnego czasu, gdzie rozmaite formy religijności coraz częściej funkcjonują jako rodzaj podniety, konkurencja jest nie do pokonania. Sam doświadczyłem sytuacji, w której akt pokuty zastąpiony został przedstawieniem tanecznym, co oczywiście nagrodzono brawami; czy można się jeszcze bardziej oddalić od tego, czym rzeczywiście jest pokuta?”

Komentarz by William Tarczyński: ^cytat mówi o oklaskiwaniu ludzkich dokonań, sakrament tym bez wątpienia nie jest. w tym wypadku można łatwo postawić tezę, że oklaski są typowym dla współczesnej kultury europejskiej środkiem wyrazu radości z dzieła bożego, które dokonało się w jego wiernych (ochrzczonym, małżonkach, wyświęconym etc). tu jest różnica między klaskaniem w takim kontekście, a oklaskiwaniem rekolekcjonisty czy tańczonej procesji z darami, które są nie do obrony.

Skąd pomysł na przykazanie „przynajmniej raz w roku Komunię Świętą przyjmować”?

Przykazanie to wprowadzono w XIII wieku na IV Soborze Laterańskim.

IV Sobór Laterański stanął przed problemem spadającej liczby przyjmujących Komunię św. Pomiędzy X a XIII w. wprowadzono wiele zmian w Liturgii św., które znacząco wpłynęły na pobożność eucharystyczną wiernych. Pojawiły się wtedy opłatkowe hostie, zrezygnowano z Komunii św. pod dwiema postaciami, zaczęto przyjmować Komunię św. na klęcząco i do ust, wprowadzono większą liczbę cichych modlitw, które odmawiał wyłącznie celebrans, zaczęto odmawiać kanon po cichu, wprowadzono Podniesienie (wcześniej było tylko jedno Podniesienie na słowa doksologii). Liturgia zaczęła być postrzegana jako wyłączne dzieło kapłana. Wierni zaczęli odczuwać coraz większą bojaźń wobec Mszy św., niemal strach. Spadło zaangażowanie, spadła liczba osób komunikujących. Skupiano się na adorowaniu Chrystusa a nie na Jego spożywaniu pomimo że to drugie kazał nam czynić Chrystus. Wtedy też wprowadzono adoracje Najświętszego Sakramentu poza Mszą św.

O uchodźcach

Niedawno linkowałem taki tekst o Syrii i Uchodźcach z defence24.pl tam był spektakularny przykład.
Duży szpital w Syrii, tylko dwóch chirurgów.
Jeden emigruje do Niemiec (dobry zawód = szybka procedura)
Oczywiście jego pacjentów Niemcy już nie zabierają.
Nie mają oni też siły na marsz przez pustynię ani kasy na opłacenie się przemytnikom ludzi.
Tak się kończy „przyjmowanie uchodźców” – współczesnym targiem niewolników. Jesteś wartościowy, bo masz kasę na przemytników, siłę by przejść pustynię lub dobry zawód – kupi cię ktoś i w najlepszym przypadku da pracę w zawodzie.
W gorszym – na sycylijskich farmach (z noclegami w obozie przejściowym i dojazdem przez dziurę w płocie)
W jeszcze innym (lepszym/gorszym) w dilerce lub prostytucji (co we Włoszech jest już dużym problemem).
Jeśli nie masz „wartości dodanej” zostań w swojej spalonej wiosce i giń bez lekarza ani nawet stolarza, albo giń na saharze, albo giń na morzu.

Do 2012 roku Straż Graniczna Włoch działała tak jak straż, czyli pilnowała granic, przez co mało komu chodziło po głowie płynięcie pontonem do Italii. W 2013 roku zaczęto się litować nad losem 3 tysięcy (!!!) rozbitków na Lampedusie. To sprawiło, że w roku 2016 liczba osób wybierających podobną drogę przekroczyła milion (!!!). Ostatnie szacunki mówią o 6 milionach (!!!) podróżników będących w gotowości do opuszczenia wybrzeża północnej Afryki/zachodniej Azji.
Ogromna większość z nich nie pochodzi z krajów ogarniętych wojną.
Jak duże liczby będziemy w stanie przyjąć?
Czy przyjmując wyłowionych, nie szydzimy z ich niedawnych sąsiadów, którzy wierząc, że UE to obszar prawa siedzą w domach i czekają na rozpatrzenie wniosków wizowych?
PS Nie wiemy ilu z nich zginęło w piaskach Sachary na szlaku przemytniczym, dochodząc do wybrzeża. Czy tam też powinniśmy ich ratować i odbierać?

O duchach i duszach zmarłych.

This is the post excerpt.

Jan Chryzostom:

Dlaczego lubią błąkać się między grobami? Chcą upowszechnić wśród ludu zgubną naukę, że dusze zmarłych stają się demonami. Oby to nikomu nawet przez myśl nie przeszło. Cóż więc, ktoś zapyta, odpowiesz na to, że wielu czarowników złapawszy dzieci zabija je, by potem ich dusze mieć do pomocy? A skądże to wiadomo?! To, że zabijają, wielu mówi, ale powiedz mi, skądże się dowiedziałeś, że dusze zabitych są przy nich? Powiesz, że sami czarci tak wołają: «Jestem duszą tego lub tamtego». Ale to także jest jakieś omamienie i wykręt szatański. Gdyż nie dusza zmarłego krzyczy, ale demon, który to udaje, by oszukać słuchających. Jeśliby było możliwe, by dusza przeszła w naturę demona, to przecież tym bardziej do własnego ciała.
Zresztą nie zgadzałoby się z rozumem, by zgubiona dusza pomagała temu, kto ją zgubił, lub aby {człowiek} mógł zmienić bezcielesną moc w inną substancję. Skoro nie da się tak zrobić z ciałami i nikt nie może zmienić ciała człowieka w osła, tym bardziej nie da się tego zrobić z niewidzialną duszą i nikt nie może zmienić ją w naturę demona.
(Los duszy ludzkiej po śmierci. Każdy doświadcza Opatrzności Bożej)
3. Tak więc są to gadaniny starych bab i strachy na dzieci. Nie potrzeba, aby dusza po odłączeniu się od ciała dalej tu się błąkała. „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga” (Mdr 3, 1). A jeśli sprawiedliwych, to także dzieci, bo one nie są przecież złe. Jednakże również dusze złych zaraz stąd odchodzą. Widać to na przykładzie Łazarza i bogacza (por. Łk 16, 19-31), a w innym miejscu Chrystus powiada: „Tej nocy zażądają twej duszy od ciebie” (Łk 12, 20). Niemożliwe, by dusza wyszedłszy z ciała tu się błąkała. I bardzo słusznie. Będąc w ciele, chodząc po zwykłej i znanej nam ziemi, gdy wejdziemy na nieznaną drogę, nie wiemy którędy iść, jeśli nie mamy przewodnika. Jakże dusza odłączona od ciała, wyszedłszy z tego wszystkiego, do czego była przyzwyczajona, będzie bez przewodnika wiedzieć, gdzie ma chodzić?
Także na podstawie wielu innych rzeczy można się przekonać, że dusza po swym wyjściu [z ciała] nie może tu pozostać. Szczepan woła: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego” (Dz 7, 59); Paweł natomiast: „Pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze” (Flp 1, 23). A o patriarsze Pismo powiada: „Zmarł w szczęśliwej starości i połączył się ze swymi przodkami” (Rdz 25, 8). A o tym, że dusze grzeszników tu być nie mogą, posłuchaj bogacza, który bardzo o to prosił, a nie dostąpił tego, bo przecież gdyby to było możliwe, przyszedłby sam i opowiedział to, co się tam dzieje (por. Łk 16, 24n). Wynika stąd, że dusze po śmierci udają się na jakieś miejsce nie mogąc własną mocą tu powrócić i oczekują owego strasznego dnia.

post